Jak relacjonuje Wojciech Rogacin z polskiej redakcji Vatican News:
„Na Mszę św. w 47. rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża przybyło do Bazyliki Watykańskiej ponad stu kapłanów oraz rzesza wiernych z Polski, którzy nie mieścili się w przestrzeni od wejścia do Bazyliki do kaplicy św. Sebastiana, w której znajduje się grób św. Jana Pawła II. Przybyli m.in. członkowie chóru Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, którzy po 30-godzinnej podróży z Polski bezpośrednio pojawili się na Mszy świętej, służąc swoim śpiewem. W koncelebrze był kardynał Konrad Krajewski, jałmużnik papieski, biskupi pomocniczy archidiecezji katowickiej – bp Marek Szkudło, bp Adam Wodarczyk, bp Grzegorz Olszowski – a także biskup pomocniczy gnieźnieński Radosław Orchowicz. Obecny był ambasador RP przy Stolicy Apostolskiej Adam Kwiatkowski.”
Dzięki życzliwości ks. Arkadiusza Noconia, poniżej prezentujemy pełny tekst jego homilii:
Poślę do nich proroków i apostołów, a niektórych z nich zabiją i prześladować będą. (z Ewangelii na dzień 16. 10. 2025 r.) Za każdym razem, gdy Naród Wybrany doznawał ucisku bądź sam odwracał się od Boga, lekceważył Jego przykazania i dopuszczał się bluźnierstwa, Bóg wysyłał do niego proroka. Ten odważnie i publicznie, nie zważając na osoby, upominał i wzywał do nawrócenia. Prorok Natan wytknął królowi Dawidowi grzech cudzołóstwa, prorok Jeremiasz ganił możnych za niesprawiedliwe traktowanie podwładnych, prorok Micheasz krytykował sędziów za łapownictwo, a prorok Amos występował przeciwko rozpowszechnionej wówczas nieludzkiej lichwie. Prorocy byli pierwszymi obrońcami ubogich, heroldami sprawiedliwości i budzicielami ludzkich sumień. 47 lat temu Bóg wysłał do naszego narodu proroka nadziei. Byliśmy wówczas zewsząd otoczeni “Morzem Czerwonym”. Ludzie z tytułami naukowymi tłumaczyli nam, studentom i uczniom, że idee komunizmu są wieczne i że przez następne pokolenia nic się u nas nie zmieni. Słuchając tych słów, czuliśmy się jak w “Piekle” Dantego – “znikąd nadziei”. Dlatego chyba tylko ludzie naszego pokolenia potrafią zrozumieć, co oznaczał dla nas ten biały dym 16 października 1978 roku, to dziwnie wymówione z balkonu Bazyliki słowiańskie nazwisko (Wojtyła), ten dzwon Zygmunta kołyszący się nad Krakowem i nad Polską, to pierwsza transmisja Mszy Świętej w telewizji, przez dziesięciolecia wypranej z religijnych symboli, i wreszcie te pielgrzymki Jana Pawła do ojczyzny, kiedy podczas tych niezapomnianych czerwcowych dni „Polska, nagle kochała się w Polsce”, a ludzie w przypływie uniesienia pisali na transparentach: „Bóg jest miłością, bo dał nam Ciebie”. Wszyscy ogrzewaliśmy się w jego słońcu: od października 1978 roku nikt już nie pytał, czy w Polsce pisze się cyrylicą, nikt nie mylił...